W mchu i paproci leżała złota moneta. Pięknie błyszczała w promykach słońca, które przedarły się przez liście paproci. Pochyliłam się i chciałam ją podnieść, gdy mąż złapał mnie za rękę i pociągnął ku sobie. Ruchem głowy wskazał żuka gnojownika, który wolno podchodził do monety. „Ciekawe, czy uda mu się ją poturlać” – szepnął mi do ucha ukochany. Przypatrywaliśmy się żuczkowi, gdy raptem powietrze zamigotało i obok monety pojawił się karzełek, który gestem zachęcał, byśmy tę monetę podnieśli. Zmarszczył brwi i krzyczał, jakby miał do nas pretensje, że jeszcze tego nie robimy.
W tym czasie żuczek dotarł do monety i wprawił ją w ruch. Moneta dotknęła stopy karzełka i nagle cała trójka – karzełek, żuczek i moneta – zamieniła się w kamienną rzeźbę. Mąż przytulił mnie i oboje spojrzeliśmy sobie w oczy. Nie wiedzieliśmy, co myśleć o tej przygodzie.
Autor: Ewa Damentka