W mchu i paproci – 32

W mchu i paproci leżało okrąglutkie coś. Nie miało oczu, a jednak widziało. Nie miało nosa, a czuło. Nie widać było, by posiadało ręce lub nogi, a jednak umiało się poruszać, bo przed chwilą z wdziękiem wturlało się na miejsce w którym się teraz znajdowało. Nie miało ust, a jednak uśmiechało się szeroko. Takie dziwo leżało sobie i cieszyło się całym sercem. Zewsząd zbiegły się różne żyjątka, by przyglądać się temu czemuś. Każde z nich zastanawiało się, co to za zwierzę. Coś nie przejmowało się licznymi gośćmi, tylko nuciło bez słów, turlało się wte i wewte i dobrze się bawiło. Wszyscy obserwatorzy wkrótce zaczęli się bawić razem z nim i cały las szybko poweselał. Smutno było tylko pewnemu ponurakowi, który przyszedł do lasu, by powiesić się na suchej gałęzi, ale nawet jego nogi odmówiły mu posłuszeństwa i zaprowadziły go prosto do tego czegoś, co leżało w mchu i paprociach. Jego ręce, wbrew jego woli, wyciągnęły się po to coś i przytuliły do serca. Mężczyzna opadł na kolana i zaczął płakać. Coś w jego dłoniach cicho gruchało i wkrótce mężczyzna uspokoił się. Ostrożnie odłożył coś na mech. Wstał i wyszedł z lasu. Wieszanie się wywietrzało mu z głowy, miał inne rzeczy do zrobienia. I nimi właśnie zamierzał się zająć. Tymczasem coś nadal leży w mchu i paproci i pomaga każdemu, kto tylko do niego przyjdzie.

dla Kasi napisała Ewa Damentka