W mchu i paproci leżało sztywne poczucie obowiązku, które wypadło z głowy spacerującego mężczyzny. Jego właściciel nawet nie zauważył straty i poszedł dalej. Poczucie obowiązku próbowało musztrować mech, paprocie, rosę, drzewa, promienie słońca i wiatr, ale nikt nie zwracał na nie uwagi. Naburmuszyło się więc i zawzięło w sobie. Niestety, nie wytrzymało długo, bo łaskoczące promienie słońca, śpiewające ptaki, szumiący las i wszędobylskie mrówki rozluźniły jego zbroję. Kiedy jej resztki opadły, poczucie obowiązku rozluźniło się i zaczęło latać. Uniosło się wysoko – ponad las. Widziało w oddali miasto i mniejsze osady, ale nie poleciało w ich stronę, bo ludzie przestali go interesować. Chciało latać wysoko, wysoko, opalać się w promieniach słońca i rozmawiać z chmurkami. To mu się podobało i wtedy roztapiało się z rozkoszy. Jeśli dotąd się nie roztopiło, to pewnie lata do dziś.
Autor: Ewa Damentka