Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również i ja tam byłem. Wracałem do domu. Każda chwila zdawała się nieść mnie do bliskich i dawać mi radość i spokój. Z każdą chwilą zbliżałem się do domowego ogniska, które rozświetlało szaro-buro-czarny tłum przechodniów.
Autor: Jan Smuga