Żabka wskoczyła do stawu – 9

Żabka wskoczyła do stawu. Podpłynęła do lilii i wdrapała się na jej liść. Stąd już tylko jeden skok dzielił ją od największego liścia, jaki był w całym stawie. To był jej cel. Chciała na nim leżeć, siedzieć, mogła nawet skakać. Owadów mnóstwo, nie trzeba polować, bo same przylatują. Słowem świetne miejsce na żabią majówkę.

Autor: Ewa Damentka

Światła latarni – 60

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Zmierzchało. Z ciemnej cmentarnej alejki wyłoniła się ubrano na czarno kobieca postać, która szybkim krokiem zmierzała w stronę głównej bramy. Boczne niestety były już zamknięte.

O dziwo, kobieta nie miała parasolki. Może dlatego szła coraz szybciej. Obserwował ją mężczyzna z parasolem, który przed chwilą, mimo mżawki, zapalił lampkę na grobie swoich rodziców. Gdy zrównała się z nim, podszedł do niej i zagaił:

– Może zechce pani skorzystać z mojego ramienia i parasola?

Kobieta zwolniła, po czym odpowiedziała niechętnie:

– Dobrze, dziękuję.

Nieśmiało wzięła mężczyznę pod rękę i poszła razem z nim. Szli w milczeniu, które przeszkadzało mężczyźnie. Zapytał więc:

– Nie boi się pani sama chodzić o zmroku?

– Nie.

– Nawet po cmentarzu?

– Nawet. A pan?

– Jak żyłem, to się bałem – zażartował i czekał na jej reakcję. Zaskoczyło go, że nie przestraszyła się, tylko leciutko uśmiechnęła.

– Pewnie nowy pan tutaj? – zapytała.

– Czy ja wiem… – nie wiedział, co powiedzieć…

W milczeniu doszli do skrzydła otwartej bramy. Wtedy kobieta odsunęła się od mężczyzny. Stanęła na wprost niego, uśmiechnęła się, wyciągnęła rękę i powiedziała „bardzo dziękuję”.

On uścisnął jej dłoń. Zdziwił się, że była chłodna, wręcz zimna. Pomyślał, że biedaczka musiała nieźle zmarznąć. Jednak nie zdążył tego skomentować, gdyż poczuł nagłe szarpnięcie, chłód metalu na nadgarstku i usłyszał cichy szczęk.

Kobieta przeszła przez bramę, potem odwróciła się i przyglądała mu się uważnie.

– Czemu pani przypięła mnie kajdankami do bramy? Proszę mnie uwolnić! – mężczyzna krzyczał i szarpał się, próbując się wyzwolić.

– Jednak jest pan nowy – powiedziała. – Jeszcze pan nie wie, że swobodnie chodzimy po cmentarzu, ale nie możemy wychodzić za bramę.

– A pani?

– Ja mam przepustkę.

Nieznajoma odwróciła się i poszła dalej chodnikiem. Jej sylwetka szybko zniknęła w gęstniejącym mroku. Zdziwiony mężczyzna wpatrywał się w ten mrok, ale nic tam nie zobaczył, poza kolorowymi drobinkami deszczu, które tańczyły w świetle latarni.

dla Ireny napisała Ewa Damentka

Młoda kobieta – 260

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła do sali wypełnionej dymem. W środku majaczyła postać muskularnego mężczyzny, który prowadził grupową medytację. Nowo przybyła z uwagą przyglądała się medytującym. Były tam tylko kobiety, które kiwały się z przymkniętymi oczami lub siedziały prosto i patrzyły z zachwytem na przystojnego guru. Kobieta zatrzymała się, mając świadomość, że pora dokonać wyboru – zostać na zewnątrz lub wejść do środka i zostać jedną z wyznawczyń. Zastanowiła się przelotnie, co by zrobiła prawdziwa księżniczka i już wiedziała, znalazła godne wyjście. Przeżyje „romans”, a jednocześnie zachowa cnotę duchową. Usiadła w rogu sali i zobaczyła, jak guru mierzy ją zwycięskim spojrzeniem. Kobieta zignorowała go i zaczęła medytować. Samodzielnie poprowadziła swój trans, odcinając się od jakichkolwiek powiązań z guru i innymi kobietami. Gdy skończyła, zobaczyła, że guru patrzy na nią z namysłem i zastanowieniem. Zakończył trans i zdawało się, że chciał do niej podejść, ale otoczyły go tłumnie kobiety, prosząc, by je pobłogosławił. Skorzystała z tej okazji i wyszła. Doświadczenie ją wzmocniło i pozwoliło poznać siebie. Zdecydowała, że na męża wybierze mężczyznę mniej rzucającego się w oczy. Nie zamierzała dzielić się swoim księciem z innymi kobietami.

Autor: Ewa Damentka

Żabka wskoczyła do stawu – 5

Żabka wskoczyła do stawu. Podpłynęła do lilii i wdrapała się na jej liść. Stąd dobrze widziała turystów idących ścieżką wzdłuż stawu. Zupełnie nie przypominali żab. Nie kumkali, nie skakali, tylko dziwnie poruszali się na dwóch odnóżach. Niektórzy przykładali do twarzy jakieś dziwne przedmioty i wydawali dźwięk: „klik”. A potem znowu „klik”. Żabka pomyślała, że trudno by się było z nimi bawić, ale uznała, że da im szansę. Jeśli wskoczą do wody, to popływa razem z nimi.

dla Krzysztofa napisała Ewa Damentka

Turysta przystanął zdziwiony – 43

Turysta przystanął zdziwiony na widok wielkiego szyldu, który dużymi złotymi literami głosił: „Salon żon idealnych – sprzedaż, kupno, wymiana”. Zaciekawiony próbował zajrzeć do sklepu przez olbrzymie okno wystawowe, ale spłoszył go śmiech kilku nastolatek, które siedziały na ławce. Wskazywały go sobie palcami i zaśmiewały się do łez.

Rozzłoszczony podszedł do nich i zapytał, czemu się tak zachowują. Te, krztusząc się ze śmiechu, powiedziały, żeby zdjął marynarkę i ją dokładnie obejrzał.

Zirytowany zrobił to i zamarł, gdy zobaczył, że na plecach miał przyklejoną kartkę z wielkim napisem: ”Szukam żony. Jestem zdesperowany!!!”. Zapytał nastolatki, czy to one ją przyczepiły. Kręciły głowami i śmiały się dalej. Jedna z nich wyjąkała: „My nie. Ale to takie śmieszne…” . Turysta popatrzył na kartkę i sam zaczął się śmiać.

Usiadł na sąsiedniej ławce i próbował doprowadzić marynarkę do ładu. Jedna z dziewcząt wyjęła mu ją z rąk i wspólnymi siłami nastolatki oczyściły marynarkę.

W tym czasie mężczyzna rozglądał się uważnie i zauważył, że ludzie wysiadający z autobusu mieli na plecach kartki z dziwnymi napisami. Niektóre były dużo gorsze niż jego. Pomyślał, że nie wyszedł na tym tak źle. Podziękował nastolatkom i powędrował dalej. Ciekaw był, jakie jeszcze niespodzianki miasto przygotowało dla niego.

Autor: Ewa Damentka

Żabka wskoczyła do stawu – 1

Żabka wskoczyła do stawu. Podpłynęła do lilii i wdrapała się na jej liść. Stąd była dobrze widoczna dla potencjalnych obserwatorów. Świadoma swoich wdzięków przybrała najbardziej korzystną pozycję i zastygła, kontemplując swoją doskonałość i pozwalając, by robili to również inni. Udało się jej przyciągnąć uwagę fotografa, który swoim teleobiektywem zrobił serię malowniczych zdjęć.

dla Darii napisała Ewa Damentka

Światła latarni – 57

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Był to widok tak pogodny i radosny, że trudno było myśleć o czymś innym. Poczułam wielkie wzruszenie, gdy oglądałam go z okna mojego pokoju.

Piękno i podziw przenikały mój umysł i ciało. Poczułam się lepsza, lżejsza i radośniejsza. Spojrzałam na dokumentację, którą miałam się zająć. Z uśmiechem zabrałam się do pracy, a piękno, lekkość i wzruszenie towarzyszyły mi i mnie prowadziły. Pracę skończyłam zaskakująco szybko. Jak się później okazało, była to również zaskakująco dobra robota. Potem to piękno towarzyszyło mi, gdy szykowałam kolację i układałam się do snu. Wstałam rano wypoczęta, gotowa z radością i lekkością rozpocząć kolejny piękny dzień.

dla Korfantego napisała Ewa Damentka

Źródło życia – 27

Źródło życia było głęboko schowane. Mało kto mógł do niego dotrzeć, a jeszcze mniej osób pozwalało sobie na to, by zaczerpnąć z niego wody, która onieśmielała swoją mocą. Mówiono, że ratowała śmiertelnie chorych, ale jednocześnie zmieniała ich życie. Osoby, które ją piły, co prawda były coraz zdrowsze, jednak dużo ich to kosztowało, bo wraz ze zdrowieniem traciły zdolność oszukiwania samych siebie. Bardzo wyraźne stawały się dla nich ich intencje i czytelne były dotąd skrywane myśli. Człowiek musiał mierzyć się z tym, że nie jest tak idealny, jakby tego chciał. Ludzie przyjeżdżali więc po wodę dla swoich umierających krewnych, bo chcieli ich uratować, jednak nie ratowali własnego zdrowia, bo bali się użyć jej dla siebie.

Autor: Ewa Damentka

Źródło życia – 24

Źródło życia było głęboko schowane. Mało kto mógł do niego dotrzeć, a jeszcze mniej osób pozwalało sobie na to, by zaczerpnąć z niego wody, która potrafiła chłostać ludzi, którzy się jej nie spodobali. Urządzała im prawdziwe bicze wodne i przepędzała z jaskini, w której znajdowało się źródło. Nigdy nie było wiadomo, jak zareaguje na człowieka i kogo polubi, a kogo nie. Wydawało się to czystą loterią.

Autor: Ewa Damentka