Ulice wielkiego miasta – 47

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również czysta, błyszcząca zieleń rozpromieniona drobinkami słońca rozweselała świat. Drzewa kołysane i czesane wiatrem mówiły przechodniom: „Dzień dobry”. Krople deszczu spadające z liści tańczyły i łączyły się w pary pieszczone delikatnym wiatrem. Dzień budził się śpiewem drzew, szelestem liści. Miał wesołe oczy i uśmiechał się do przechodniów.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Kobieta siedząca na ławeczce – 42

Kobieta siedząca na ławeczce pod drzewem wyrównała wreszcie oddech, rozluźniła się i odpięła guzik pod szyją. Za jej plecami przeszedł mężczyzna z psem. Ten, którego spotykała często na swojej drodze i który się jej podobał. Siedziała rozluźniona, wsłuchując się w odgłosy przyrody. Usłyszała zbliżające się ku niej kroki. Spojrzała w górę. obok niej stał ON.

– Czy możemy pobyć ze sobą chwilę? – zapytał.

– Tak – odpowiedziała pełnym głosem.

Owa chwila trwała długo i szczęśliwie.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Ulice wielkiego miasta – 46

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również owoce i warzywa, wyeksponowane w skrzyniach przed sklepami cieszyły oczy i serca przechodniów. Umyte deszczem przemawiały do nich całą paletą barw, która budziła w nich energię i towarzyszyła im w każdej chwili dnia.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Kobieta siedząca na ławeczce – 40

Kobieta siedząca na ławeczce pod drzewem wyrównała wreszcie oddech, rozluźniła się i zawitał spokój. Chmura na niebie rozpłynęła się. Obudziło się poranne słońce. Twarz kobiety pieściły słoneczne promienie i muskał delikatny wiatr. Wszystko wokół było takie piękne. Ona sama też. Tak to czuła.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Ulice wielkiego miasta – 45

Ulice wielkiego miasta mokre były od deszczu i odbijały sylwetki przechodzących ludzi. W kałużach widoczne były także kolorowe parasolki, które błyszczały i rozweselały trochę szaro-buro-czarny tłum przechodniów. Również kropelki deszczu w perłowym kolorze rozjaśniały pochmurny krajobraz. Spadały na dachy, balkony, drzewa, krzewy i trawy. Oczyszczały całą atmosferę. Z każdym oddechem przechodnie odczuwali coraz większą radość z deszczu. Ich myśli oczyszczały się i układały. Wszystko stawało się prostsze.

Autor: Danuta Majorkiewicz