Stary pojazd cicho turkotał, podskakując na kocich łbach. Przewoził złoto ukryte w skrytkach w podwoziu oraz schowane na dnie wielkich koszy z jajkami, których doglądała gruba Hela. Złoto – piasek i grudki, a nawet samorodki wielkie jak pięść – było urobkiem dwumiesięcznej pracy poszukiwaczy złota z pobliskiej osady. Teraz tylko trzeba było przewieźć je do banku i sprzedać.
Oczywiście Krzywy Bill ze swoimi rzezimieszkami jak zwykle ustawił na drodze kilka pułapek, bo chciał to złoto przechwycić. Z oddali już słychać było strzały i szczęk broni, gdy bronili się pasażerowie napadniętego nowoczesnego dyliżansu. Nasz stareńki dyliżans ledwo turkotał, a donośnie roznosił się głos grubej Heli, która głośno i dokładnie wyliczała, co i ile razy zrobi każdemu, kto stłucze choć jedno z jej jajek.
Zbóje przepuścili pojazd z grubą Helą, a sami zaczęli metodycznie badać, wręcz rozbierać nowy dyliżans, który właśnie zdobyli. Niczego nie znaleźli. W dodatku zdziwiło ich, że szeryf i jego pomocnicy dość szybko zniknęli… Krzywy Bill w końcu domyślił się, że tym razem złoto przewieziono w inny sposób… Jeszcze nie wiedział jak, ale sądził, że ta wiadomość prędzej czy później do niego dotrze.
Wiedział o tym również szeryf, więc numeru z grubą Helą już nie zamierzał powtarzać. Następnym razem musi wymyślić coś innego. Uśmiechał się chytrze, bo w zanadrzu miał nowy pomysł. Całkiem ciekawy…
Autor: Ewa Damentka