Równomierny stukot pociągu – 35

Równomierny stukot pociągu lekko usypiał. Za oknem migały mijane pola, drzewa i domy, a w przedziale siedziało kilka osób. Były tam dwie dziewczynki, które bardzo różniły się od siebie. Jedna czyściutka, schludna, cichutka, siedziała bez ruchu. Wyglądała, jakby bała się ruszyć, głośniej odezwać, czy nawet głębiej odetchnąć. Druga była żywiołowa i brudna. Jej ubranie na pewno było czyste, gdy wychodziła z domu. Teraz jednak były na nim ślady jedzenia i wszystkiego, co dotykała. Dziewczynka skakała, piszczała, dużo mówiła i była wszystkiego ciekawa. Tata postawił ją na rozkładanej półeczce pod oknem, a ona pokazywała mu, co pojawiało się za oknem, i nazywała to, co widziała. Czasami tata podpowiadał odpowiednie słowo. Mama cichutkiej dziewczynki zapytała, czy ona też chce stanąć na drugiej półeczce. Mała jedna przecząco pokręciła główką i przytuliła się mocno do swojej czyściutkiej, wymuskanej mamy.

Autor: Ewa Damentka