Cicha noc delikatnymi dzwoneczkami i melodyjną muzyką rozbrzmiewa w ludzkich sercach. Otula, koi, rozwiewa smutki, daje nadzieję. Muzyka dla serca, by wzrosła nadzieja. Serce ma swój rytm i muzyka też. To już mamy coś wspólnego. Teraz przychodzi jednak kolejne zauważenie: serce, rozum, dusza. Czy dla tego „tercetu” muzyka ozdrowieńcza ma być taka sama?
Serce, rozum, dusza to komplet. Czy dla tego kompletu funkcjonuje jeden rodzaj muzyki? A może każda z tych kategorii potrzebuje innych wibracji?
Wydaje się być słusznym, że dla serca, rozumu i duszy naturalną muzyką będzie życie. Ale jaka ta muzyka – życie – powinna dla danej jednostki być? Może spokojna jednostka wolałaby spokojną muzykę i odwrotnie?
Gdy życie dobierze muzykę inaczej i nie będzie już tzw. balsamu dla duszy, to jak zachowa się człowiek?
Czy człowiek może regulować swoją muzykę życia? Na pewno może! Dlaczego jednak często nie podejmuje takich prób? Czy nie potrafimy, czy nie chcemy, a może nie czujemy się dobrze umocowani? Kto ma nas umocować? Mamy przecież wolną wolę!
No tak, ale mamy także wolną wolę do uruchamiania wolnej woli lub jej nieuruchamiania. To tak, jakby unieruchomić silnik, jeszcze przed jego zapuszczeniem!
Autor: Adam