Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Zmierzchało. Z ciemnej cmentarnej alejki wyłoniła się ubrano na czarno kobieca postać, która szybkim krokiem zmierzała w stronę głównej bramy. Boczne niestety były już zamknięte.
O dziwo, kobieta nie miała parasolki. Może dlatego szła coraz szybciej. Obserwował ją mężczyzna z parasolem, który przed chwilą, mimo mżawki, zapalił lampkę na grobie swoich rodziców. Gdy zrównała się z nim, podszedł do niej i zagaił:
– Może zechce pani skorzystać z mojego ramienia i parasola?
Kobieta zwolniła, po czym odpowiedziała niechętnie:
– Dobrze, dziękuję.
Nieśmiało wzięła mężczyznę pod rękę i poszła razem z nim. Szli w milczeniu, które przeszkadzało mężczyźnie. Zapytał więc:
– Nie boi się pani sama chodzić o zmroku?
– Nie.
– Nawet po cmentarzu?
– Nawet. A pan?
– Jak żyłem, to się bałem – zażartował i czekał na jej reakcję. Zaskoczyło go, że nie przestraszyła się, tylko leciutko uśmiechnęła.
– Pewnie nowy pan tutaj? – zapytała.
– Czy ja wiem… – nie wiedział, co powiedzieć…
W milczeniu doszli do skrzydła otwartej bramy. Wtedy kobieta odsunęła się od mężczyzny. Stanęła na wprost niego, uśmiechnęła się, wyciągnęła rękę i powiedziała „bardzo dziękuję”.
On uścisnął jej dłoń. Zdziwił się, że była chłodna, wręcz zimna. Pomyślał, że biedaczka musiała nieźle zmarznąć. Jednak nie zdążył tego skomentować, gdyż poczuł nagłe szarpnięcie, chłód metalu na nadgarstku i usłyszał cichy szczęk.
Kobieta przeszła przez bramę, potem odwróciła się i przyglądała mu się uważnie.
– Czemu pani przypięła mnie kajdankami do bramy? Proszę mnie uwolnić! – mężczyzna krzyczał i szarpał się, próbując się wyzwolić.
– Jednak jest pan nowy – powiedziała. – Jeszcze pan nie wie, że swobodnie chodzimy po cmentarzu, ale nie możemy wychodzić za bramę.
– A pani?
– Ja mam przepustkę.
Nieznajoma odwróciła się i poszła dalej chodnikiem. Jej sylwetka szybko zniknęła w gęstniejącym mroku. Zdziwiony mężczyzna wpatrywał się w ten mrok, ale nic tam nie zobaczył, poza kolorowymi drobinkami deszczu, które tańczyły w świetle latarni.
dla Ireny napisała Ewa Damentka