Światła latarni – 60

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Zmierzchało. Z ciemnej cmentarnej alejki wyłoniła się ubrano na czarno kobieca postać, która szybkim krokiem zmierzała w stronę głównej bramy. Boczne niestety były już zamknięte.

O dziwo, kobieta nie miała parasolki. Może dlatego szła coraz szybciej. Obserwował ją mężczyzna z parasolem, który przed chwilą, mimo mżawki, zapalił lampkę na grobie swoich rodziców. Gdy zrównała się z nim, podszedł do niej i zagaił:

– Może zechce pani skorzystać z mojego ramienia i parasola?

Kobieta zwolniła, po czym odpowiedziała niechętnie:

– Dobrze, dziękuję.

Nieśmiało wzięła mężczyznę pod rękę i poszła razem z nim. Szli w milczeniu, które przeszkadzało mężczyźnie. Zapytał więc:

– Nie boi się pani sama chodzić o zmroku?

– Nie.

– Nawet po cmentarzu?

– Nawet. A pan?

– Jak żyłem, to się bałem – zażartował i czekał na jej reakcję. Zaskoczyło go, że nie przestraszyła się, tylko leciutko uśmiechnęła.

– Pewnie nowy pan tutaj? – zapytała.

– Czy ja wiem… – nie wiedział, co powiedzieć…

W milczeniu doszli do skrzydła otwartej bramy. Wtedy kobieta odsunęła się od mężczyzny. Stanęła na wprost niego, uśmiechnęła się, wyciągnęła rękę i powiedziała „bardzo dziękuję”.

On uścisnął jej dłoń. Zdziwił się, że była chłodna, wręcz zimna. Pomyślał, że biedaczka musiała nieźle zmarznąć. Jednak nie zdążył tego skomentować, gdyż poczuł nagłe szarpnięcie, chłód metalu na nadgarstku i usłyszał cichy szczęk.

Kobieta przeszła przez bramę, potem odwróciła się i przyglądała mu się uważnie.

– Czemu pani przypięła mnie kajdankami do bramy? Proszę mnie uwolnić! – mężczyzna krzyczał i szarpał się, próbując się wyzwolić.

– Jednak jest pan nowy – powiedziała. – Jeszcze pan nie wie, że swobodnie chodzimy po cmentarzu, ale nie możemy wychodzić za bramę.

– A pani?

– Ja mam przepustkę.

Nieznajoma odwróciła się i poszła dalej chodnikiem. Jej sylwetka szybko zniknęła w gęstniejącym mroku. Zdziwiony mężczyzna wpatrywał się w ten mrok, ale nic tam nie zobaczył, poza kolorowymi drobinkami deszczu, które tańczyły w świetle latarni.

dla Ireny napisała Ewa Damentka

Światła latarni – 59

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Był zadowolony ze swej roli w świecie. Sam ją przecież świadomie wybrał. Sam przyjął funkcję przywracania przyrody do życia, zresztą niezwykle odpowiedzialną. Czerpał z niej radość i siłę.

Autor: Korfanty

Światła latarni – 58

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Dawał ukojenie drzewom, trawom i wszystkiemu, co żyje. Był wybawieniem po suchych i gorących tygodniach. Wszystko dzięki niemu odżyje.

Autor: Małgorzata

Światła latarni – 57

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Był to widok tak pogodny i radosny, że trudno było myśleć o czymś innym. Poczułam wielkie wzruszenie, gdy oglądałam go z okna mojego pokoju.

Piękno i podziw przenikały mój umysł i ciało. Poczułam się lepsza, lżejsza i radośniejsza. Spojrzałam na dokumentację, którą miałam się zająć. Z uśmiechem zabrałam się do pracy, a piękno, lekkość i wzruszenie towarzyszyły mi i mnie prowadziły. Pracę skończyłam zaskakująco szybko. Jak się później okazało, była to również zaskakująco dobra robota. Potem to piękno towarzyszyło mi, gdy szykowałam kolację i układałam się do snu. Wstałam rano wypoczęta, gotowa z radością i lekkością rozpocząć kolejny piękny dzień.

dla Korfantego napisała Ewa Damentka

Światła latarni – 56

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Z kałuży wyszła żaba. Rozejrzała się szeroko otwartymi oczami i ujrzała zakład fotograficzny. Od dawna była niezadowolona ze swych dużych, szerokich ust. Otworzyła drzwi zakładu i weszła do środka.

– Dzień dobry, słucham panią – przywitał ją fotograf.

– Pragnę, by wykonał mi pan zdjęcie tak, bym miała małe usta.

– Droga pani żabo, rozumiem panią. Proszę usiąść i odprężyć się, a gdy ja ustawię aparat i będę gotów, powie pani „dżem”.

Lecz nim to nastało, żaba zapomniała, co ma powiedzieć. I gdy fotograf robił zdjęcie, powiedziała „marmolada”.

Była bardzo niezadowolona dopóty, dopóki nie spojrzała na zdjęcie, na które fotograf patrzył z zachwytem. Ów zachwyt udzielił się i żabie. Spojrzała z życzliwością na swą podobiznę i stwierdziła, że z małymi ustami, to nie byłaby ona.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Światła latarni – 55

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Kropelki deszczu spadały z nieba lekko jak zwiewne baletnice. Odbijały się od chodników i asfaltowych ulic, wykonując przedziwne ewolucje i piruety. Mieniły się i rozświetlały nawierzchnie ulic. Stukały dźwięcznie w blaszane parapety okien. Spadały z parasoli srebrzystymi kaskadami.

Przechodnie brali udział w relaksującym deszczowym festiwalu tańca i muzyki.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Światła latarni – 54

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Drobniutkie kropelki deszczu i mżawkowy pył osiadły na kapeluszu starszej pani. Zdejmując go z głowy, chciała strącić kropelki deszczu, a one zamigotały barwami tęczy i rozweseliły jej serce. Usiadła wygodnie w fotelu i spokojnie piła gorącą herbatę z miodem i rozgrzewającym imbirem. Miała w sercu nadzieję, że zapracowana córka zadzwoni. Wnet telefon odezwał się dźwięcznym dryń, dryń i świat starszej pani mienił się kolorami tęczy.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Światła latarni – 53

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Deszcz padał już od paru godzin, ulice opustoszały, bo ludzie chowali się po domach, biurach, kinach i kawiarniach. Kierowcy doznawali uczucia rozluźnienia i błogiego spokoju, przejeżdżając przez opustoszałe ulice miasta.

Przez szeroko otwarte okna mieszkań rozlewała się radość i okrzyki fanów piłki nożnej. Mimo późnej pory miasto żyło emocjami Mistrzostw Europy w piłce nożnej.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Światła latarni – 52

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Wnet przestało padać. Mieszkańcy dużego miasta mimo wieczornej pory wychodzili na spacery, aby odetchnąć deszczową świeżością i po powrocie do swoich domów zasypiali, zaznając wspaniałego relaksującego odpoczynku.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Światła latarni – 51

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Z kałuży wyjrzała żaba zauroczona deszczem i światłami latarni. Przejrzała się w swojej kałuży i spodobała się sobie w nowym wydaniu. Rozświetlona zieleń mieniąca się kolorami tęczy. Uznała, że na nadchodzący sezon modne są kolorowe plamy, więc siedziała na brzegu kałuży i wesoło wołała: „rrre, rrre, rrre”.

Autor: Danuta Majorkiewicz