Cicha noc delikatnymi dzwoneczkami i melodyjną muzyką rozbrzmiewa w ludzkich sercach. Otula, koi, rozwiewa smutki, daje nadzieję. A może by założyć, że smutków nie ma? Ale przecież są. To tak jakby dziecko zamknęło oczy i pomyślało, że jest niewidoczne. No to bądźmy przez chwilę dzieckiem. Takie pomyślenie już samo w sobie jest wesołe. Powszechnie wiadomo, że możemy uczyć się od dzieci. Myślimy, że dzieci się bawią, a one uczą się poprzez zabawę. Czy zabawa może być tylko i wyłącznie radosna? Czy gdy przestaje być radosna, to już nie jest zabawą?
Jak bawią się dorośli? Jak uczą się dorośli? Pewnie bardziej się bawią niż uczą. Częsty jest pogląd, że musi być wesoło. Wesoło, ale niekoniecznie mądrze. Po co ma być mądrze? Czy ktoś to sprawdzi? Dobrze, skoro nie sprawdzi, to czy mamy być w przenośni dryfującymi łódkami? Czy ludzkość to multum dryfujących łódek?
Nadzieją jest otwarcie naszych dziecięcych oczu. My, dorośli, powinniśmy otworzyć swoje dziecięce oczy. Może wtedy ludzkich smutków będzie mniej. Dlaczego zawiadamiamy, że coś zaistniało, zamiast wcześniej podjąć działania, żeby nie zaistniało? Przecież tak pragniemy poczucia sprawczości. Jest ono bardzo zdrowe dla jednostki. Może dlatego, że musimy być powołani. Ale przez kogo i do czego?
Może zatem założyć, że im mniej samodzielności, tym więcej smutków?
Autor: Adam