Turysta przystanął zdziwiony na widok wielkiego szyldu, który dużymi złotymi literami głosił: „Salon żon idealnych – sprzedaż, kupno, wymiana”. Zaciekawiony próbował zajrzeć do sklepu przez olbrzymie okno wystawowe, ale spłoszył go śmiech kilku nastolatek, które siedziały na ławce. Wskazywały go sobie palcami i zaśmiewały się do łez.
Rozzłoszczony podszedł do nich i zapytał, czemu się tak zachowują. Te, krztusząc się ze śmiechu, powiedziały, żeby zdjął marynarkę i ją dokładnie obejrzał.
Zirytowany zrobił to i zamarł, gdy zobaczył, że na plecach miał przyklejoną kartkę z wielkim napisem: ”Szukam żony. Jestem zdesperowany!!!”. Zapytał nastolatki, czy to one ją przyczepiły. Kręciły głowami i śmiały się dalej. Jedna z nich wyjąkała: „My nie. Ale to takie śmieszne…” . Turysta popatrzył na kartkę i sam zaczął się śmiać.
Usiadł na sąsiedniej ławce i próbował doprowadzić marynarkę do ładu. Jedna z dziewcząt wyjęła mu ją z rąk i wspólnymi siłami nastolatki oczyściły marynarkę.
W tym czasie mężczyzna rozglądał się uważnie i zauważył, że ludzie wysiadający z autobusu mieli na plecach kartki z dziwnymi napisami. Niektóre były dużo gorsze niż jego. Pomyślał, że nie wyszedł na tym tak źle. Podziękował nastolatkom i powędrował dalej. Ciekaw był, jakie jeszcze niespodzianki miasto przygotowało dla niego.
Autor: Ewa Damentka