Turysta przystanął zdziwiony na widok wielkiego szyldu, który dużymi złotymi literami głosił: „Salon żon idealnych – sprzedaż, kupno, wymiana”. Zaciekawiony próbował zajrzeć do sklepu przez olbrzymie okno wystawowe, ale szybko cofnął się. Był przerażony, serce biło mu szybko, a on, przytrzymując się ściany, wolno usiadł na chodniku. Niecodzienna poza i biała twarz zwróciły uwagę przechodnia.
– Czy wezwać pogotowie? Jest pan chory?
– Nnnie wwwwiemmmm, chyyybba nniie – wyjąkał turysta.
Przechodzień spojrzał na szyld i zapytał podejrzliwie:
– Zaglądał pan przez okno?
– Tttaaakk….
– Proszę wziąć głęboki oddech. To miał być żart. Z miejscowych nikt już się nie nabiera, a turystów jest mało. Już dawno nikt się nie przestraszył.
– Pppoooo cccoooo ttttoooo jjessst?
– Pewna stara panna, dziwaczka wymyśliła sobie taki dowcip, a może się chciała zemścić, nie wiem.
– Allle tttaam ssą sssaaammeee tttruuupppyyy.
– Nieprawdziwe, sztuczne… proszę oddychać. Wdech, wydech. Wdech, wydech, wdech, wydech…..
Po kilku minutach twarz turysty odzyskała swój naturalny kolor. Przechodzień wyciągnął piersiówkę i nalał mu kieliszek koniaku. Widząc spojrzenie turysty powiedział:
– Z przyzwyczajenia nosimy to wszyscy. Kiedyś dantejskie sceny się tu odbywały.
– Czemu same kościotrupy?
– Ta stara babinka, niektórzy mówią czarownica, chciała nam pokazać, że nie doceniamy ideału i idealne kobiety do śmierci czekają na mężczyzn, którzy się im oświadczą. Babcia wynajęła ten dom na dziewięćdziesiąt dziewięć lat. Opłaciła z nawiązką cały należny czynsz i zakazała tu cokolwiek zmieniać. Jednak jak wyciągnie kopyta, to pewnie tę wystawę zasłonimy.
– A niedoczekanie twoje – odezwał się mocny, zawzięty kobiecy głos.
Żylasta stara kobieta wyszła z salonu żon idealnych i, trzymając się pod boki, patrzyła wyzywająco.
– Babciu, spójrz na tego biedaka – przechodzień głową wskazał turystę. – Mało się nie przekręcił, jak zobaczył twój żart.
– Tacy słabeusze jeszcze chodzą po tym świecie? – kobieta ze zdziwieniem popatrzyła na turystę. – Chodź kochaniutki do środka, zrobię ci herbatę i dam jakieś kanapki.
– Nnnie, ddzięękuujęę bbaaardzooo…
– No dobra, zaprowadź go do baru – powiedziała staruszka do przechodnia i dodała – a potem wpadnijcie na kawę…
Autor: Ewa Damentka