Na marmurowym blacie leżała otwarta stara księga. Jej karty były kremowe. Mimo że wiele rąk je dotykało, były czyste i miłe w dotyku. Koiły i obiecywały to, czego czytelnik potrzebował. Też dla każdego księga miała specjalne prezenty. Otwierała się tylko na tych stronach, które były dla niego odpowiednie. Stronach, które zawierały treści przystępne i zrozumiałe, pasujące do nastroju i obecnej sytuacji życiowej czytelnika.
Jak księga to robiła? Nie wiadomo. Najstarsi czarodzieje nie pamiętają, kto ją spisał lub wyczarował. Niektórzy mawiają, że księga stworzyła się sama, bo chciała pomóc światu, ludziom i czarodziejom. Albo że to jakiś mądry czarodziej przybrał postać księgi, by pomagać światu. Kto wie? Może w tych opowieściach jest w tym ziarno prawdy?
Zawsze, kiedy mam możliwości skorzystania z tej księgi, ona rzeczywiście podsuwa mi to, czego akurat potrzebuję, zupełnie jakby czytała mi w myślach. Niczego mi nie podpowiada, tylko pokazuje mi obrazki lub podsuwa historie, które inspirują i pomagają.
Co więcej, kiedy chcę, to nie mogę się do niej dostać. Natomiast kiedy jej naprawdę potrzebuję, księga zjawia się sama, wraz z pokojem i marmurowym blatem. Mogę wejść do pokoju i jestem otulona spokojem i pewnością, że dam radę. Czas i przestrzeń na zewnątrz nie są dostępne. Jest tylko księga i ja. Nasze spotkanie zawsze trwa tak długo, jak jest to potrzebne. Kiedy dostaję, czego było mi trzeba, pokój, marmurowy blat i księga rozpływają się, choć dalej chciałabym przeglądać jej karty.
Autor: Brzozowa Bajdulka