Słońce wyszło zza chmur i próbowało rozweselić zawziętego smutasa. Nie udało mu się. Smutas zmarszczył brwi, podszedł do okna i zasłonił rolety. Jego pokój pogrążył się w ciemności i smutas był szczęśliwy, bo nikt nie przeszkadzał mu w byciu smutasem. Po chwili ukradkiem uchylił rolety i zrobiło mu się jeszcze bardziej smutno. Poczuł się urażony, wręcz zraniony, tym, że słońce nie posmutniało, gdy on się od niego odwrócił. Co więcej słońce świeciło coraz mocniej i, ku wielkiej złości smutasa, coraz więcej ludzi było uśmiechniętych. A przecież wszyscy powinni mu współczuć i przejmować się jego dogłębnym smutkiem – tak sobie myślał rozżalony smutas.
Autor: Ewa Damentka