W mchu i paproci – 10

W mchu i paproci leżała kamienna rzeźba przestawiająca karzełka, którego nogi dotykała moneta popychana przez żuka gnojownika. Rzeźba powstała na moich oczach, a teraz leżała sobie w mchu, jakby nigdy nic. Ocieniały ją paprocie i gdzieniegdzie oświetlały promyki słońca, którym udało się przez te paprocie przedrzeć. Byłam ciekawa tej rzeźby i chciałam jej dotknąć, gdy przeszkodził mi w tym dziki okrzyk mojego syna, który wrzasnął: „uwaga” i zarzucił wędkę. Wyglądało, jakby chciał łowić ryby w lesie. Skuliłam się, gdyż żyłka z haczykiem przeleciała tuż nad moją głową. Syn z okrzykiem triumfu podchodził do kamiennej rzeźby, ale potknął się o kamień ukryty w mchu i wypuścił wędkę z rąk. Gdy haczyk dotknął rzeźby, przemienił się w kamień, podobnie żyłka i cała wędka. Razem z mężem i synem przestraszyliśmy się i szybko odeszliśmy z tego miejsca. Poszliśmy do domu i udawaliśmy, że cała przygoda nigdy się nie zdarzyła.

Autor: Ewa Damentka