Raczkujące niemowlę – 43

Raczkujące niemowlę osiągnęło swój cel – dotarło do wielkiego łóżka rodziców. Wdrapało się na nie i z ciekawością rozejrzało dookoła. Zobaczyło śpiących rodziców. Uśmiechnęło się i przytuliło do matki, jednocześnie trzymając ojca za rękę.

Morał z tego taki: zawsze warto mieć jasno określone cele.

Autor: Jan Smuga

Żabka wskoczyła do stawu – 11

Żabka wskoczyła do stawu. Podpłynęła do lilii i wdrapała się na jej liść. Stąd mogła oglądać najbliższa okolicę, by dojrzeć małe muszki. Na lilii można było się wygrzewać, a w wodzie schłodzić. Zarówno pod jak i nad wodą można znaleźć pożywienie. To ważne w życiu żaby. Trzeba jednocześnie uważać na niebezpieczeństwa, jakie niosą – toń wodna, ale i otwarta przestrzeń zarośli.

Autor: Adam

Żabka wskoczyła do stawu – 10

Żabka wskoczyła do stawu. Podpłynęła do lilii i wdrapała się na jej liść. Stąd popatrzyła dookoła. Oceniła odległość od brzegu. Sprawdziła, z której strony wieje wiatr, a ten powiewał delikatnie, nie zagrażając żabce. Skoczyła odważnie do wody, podążając do celu. Na brzegu odpoczęła i ruszyła w drogę powrotną. Dumna z siebie wdrapała się na liść lilii, pożyła się na nim i zasnęła.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Źródło życia – 33

Źródło życia było głęboko schowane. Mało kto mógł do niego dotrzeć, a jeszcze mniej osób pozwalało sobie na to, by zaczerpnąć z niego wody, która na pewno służyła zdrowiu. W pewnych okolicznościach można powiedzieć, że każdy czysty zbiornik wody jest źródłem życia, woda bowiem to życie.

Autor: Adam

Żabka wskoczyła do stawu – 9

Żabka wskoczyła do stawu. Podpłynęła do lilii i wdrapała się na jej liść. Stąd już tylko jeden skok dzielił ją od największego liścia, jaki był w całym stawie. To był jej cel. Chciała na nim leżeć, siedzieć, mogła nawet skakać. Owadów mnóstwo, nie trzeba polować, bo same przylatują. Słowem świetne miejsce na żabią majówkę.

Autor: Ewa Damentka

Światła latarni – 60

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Zmierzchało. Z ciemnej cmentarnej alejki wyłoniła się ubrano na czarno kobieca postać, która szybkim krokiem zmierzała w stronę głównej bramy. Boczne niestety były już zamknięte.

O dziwo, kobieta nie miała parasolki. Może dlatego szła coraz szybciej. Obserwował ją mężczyzna z parasolem, który przed chwilą, mimo mżawki, zapalił lampkę na grobie swoich rodziców. Gdy zrównała się z nim, podszedł do niej i zagaił:

– Może zechce pani skorzystać z mojego ramienia i parasola?

Kobieta zwolniła, po czym odpowiedziała niechętnie:

– Dobrze, dziękuję.

Nieśmiało wzięła mężczyznę pod rękę i poszła razem z nim. Szli w milczeniu, które przeszkadzało mężczyźnie. Zapytał więc:

– Nie boi się pani sama chodzić o zmroku?

– Nie.

– Nawet po cmentarzu?

– Nawet. A pan?

– Jak żyłem, to się bałem – zażartował i czekał na jej reakcję. Zaskoczyło go, że nie przestraszyła się, tylko leciutko uśmiechnęła.

– Pewnie nowy pan tutaj? – zapytała.

– Czy ja wiem… – nie wiedział, co powiedzieć…

W milczeniu doszli do skrzydła otwartej bramy. Wtedy kobieta odsunęła się od mężczyzny. Stanęła na wprost niego, uśmiechnęła się, wyciągnęła rękę i powiedziała „bardzo dziękuję”.

On uścisnął jej dłoń. Zdziwił się, że była chłodna, wręcz zimna. Pomyślał, że biedaczka musiała nieźle zmarznąć. Jednak nie zdążył tego skomentować, gdyż poczuł nagłe szarpnięcie, chłód metalu na nadgarstku i usłyszał cichy szczęk.

Kobieta przeszła przez bramę, potem odwróciła się i przyglądała mu się uważnie.

– Czemu pani przypięła mnie kajdankami do bramy? Proszę mnie uwolnić! – mężczyzna krzyczał i szarpał się, próbując się wyzwolić.

– Jednak jest pan nowy – powiedziała. – Jeszcze pan nie wie, że swobodnie chodzimy po cmentarzu, ale nie możemy wychodzić za bramę.

– A pani?

– Ja mam przepustkę.

Nieznajoma odwróciła się i poszła dalej chodnikiem. Jej sylwetka szybko zniknęła w gęstniejącym mroku. Zdziwiony mężczyzna wpatrywał się w ten mrok, ale nic tam nie zobaczył, poza kolorowymi drobinkami deszczu, które tańczyły w świetle latarni.

dla Ireny napisała Ewa Damentka