Harfistka delikatnie – 63

Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również z radia, znajdującego się w kabinie kierowcy, do pasażerów miejskiego autobusu. Na twarzach wsiadających malowało się zaskoczenie, a po chwili uśmiech i wyraz akceptacji. Jadący byli nasyceni radością i dobrą energią na rozpoczynający się dzień.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Równomierny stukot pociągu – 7

Równomierny stukot pociągu lekko usypiał. Za oknem migały mijane pola, drzewa i domy, a w przedziale było luźno. W pewnej chwili współpasażerowie wysiedli i zostałam sama. Zdjęłam z górnej półki swój plecak i wyjęłam blok rysunkowy oraz flamastry. Usiadłam przy oknie i zaczęłam szkicować mijane pejzaże. Nawet nie zauważyłam, kiedy do przedziału weszły nowe osoby. Dobrze mi się rysowało.

Autor: Ewa Damentka

Słońce wyszło zza chmur – 31

Słońce wyszło zza chmur i stało wysoko nad lasem, ogrzewając jego zakątki. Krasnoludki powychodziły ze swych kryjówek. Pozdejmowały kubraczki. Zaczęły pracę połączoną z zabawą. Jedne kołysały się na źdźbłach trawy, inne na gałązkach paproci i kokoryczki, aby ich nasiona się rozsiewały. Najstarsze kopały żołędzie do celu. Tam, gdzie wilgoć i dobre warunki do ukorzenienia. Pomagały oderwać się od dębu-taty, aby umożliwić tworzenie swojego własnego świata.

Autor: Danuta Majorkiewicz

W samo południe – 61

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament.

Tak jak na pustyni jest mrowie piasku, tak na świecie jest mrowie ludzi samotnych, przekonanych, że mogą liczyć tylko na siebie. Lecz dla każdego przychodzi dzień, kiedy kostki lodu w ludzkich sercach ogrzewane wiarą, nadzieją i ufnością roztapiają się i krople miłości przenikają całe jestestwo człowieka, zmieniając jego przekonania.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Drewniana łódka – 63

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce plażowicze wypoczywający w promieniach słońca zaczęli szybko zbierać swoje rzeczy, by nie dać szansy wodzie, która zabierała wszystko, co leżało na brzegu, cieszyła się zdobyczą, kołysząc ją na falach, a potem wiele kilometrów dalej wyrzucała na brzeg.

Autor: Danuta Majorkiewicz